Katalog tematów » Rodzice » Zdrada
Co zrobic, by maz wybaczyl zdrade?
Bardzo prosze i porade w nastepujacej sprawie: Rok temu spotykalam sie z innym facetem o czym dowiedzial sie moj maz (przypadkiem nasza trojka sie spotkala na miescie). Maz byl oczywiscie wsciekla ale dal mi druga szanse. Jednak kolejne 6 miesiecy to byla gehena dla nas obojga: on ciagle sie bal, ze kogos mam (nie mialam) a ja mialam dosyc ciaglych klotni o pytan gdzie jestem i co robie. W marcu tego roku maz znalazl moj profil ze zdjeciem na serwisie randkowym i wyrzucil mnie z domu a zaraz potem zlozyl pozew o rozwod. WIem, ze on mysli, ze ja zalozylam ten profil by go kolejny raz zdradzic, ale to nie prawda. Ja dokladnie nie potrafie wytlumaczyc dlaczego zalozylam ten profil, skoro i tak sie z nikim z tamtad nie spotkalam ani nie pisalam... chyba zrobilam to z wlasniej glupoty. Fakt faktem, ze po rozstaniu i po przemysleniu wszystkiego zdalam sobie sprawe, ze ja meza bardzo kocham, ze chce byc tylko z nim i ze go nigdy wiecej nie zranie. Poprosilam go o mozliwosc spotkania i spotykamy sie raz w tygodniu na 2-3 godziny. Ja za kazdym razem mu mowie, jak bardzo go kocham ale on mowi, ze mi nie ufa i nie wie czy jeszcze potrafi zaufac. Wyciaga tez ciagle zdrade z przed roku i ciagle wyrzuca mi ze go wtedy oklamywalam. Moje pytanie jest skierowane glownie do osob juz raz zdradzonych (ale nie tylko) i jest nastepujace: co moze zrobic osoba zdradzajaca, by druga osoba przebyczyla i dala jeszcze jedna szanse? Co mam mowic i co robic by maz potrafil mi jeszcze kiedys zaufac? Czy mam z nim rozmawiac jeszcze o tym co bylo rok temu z innym facetem (jeslki on bedzie do tego wracal), pokazac mu ze staram sie zrozumiec jego bol? Czy moze nigdy wiecej o zdradzie nie rozmawiac? Jak mam meza przekonac, ze go kocham najbardziej na swiecie i ze go nigdy wiecej nie zdradze?
Dodam tylko, ze od 3 miesiecy mieszkamy oddzielnie i za 2 tyg rozwod dojdzie do skutku. Ale ja nawet po rozwodzie zamierzam o niego (bylego wtedy juz meza) walczyc.
Dziekuje serdecznie za pomoc.
próbuj....
do......Co zrobic, by maz wybaczyl zdrade?
Artur
troche lat zyje na tym ziemskim padole
delegacyjki i firmowe spotkania integracyjne. czesto nie znamy prawdy o partnerze. idealizujemy ich. myslimy, ze oni mysla tak jak my. bylyscie kiedys na takim spotkaniu co sie dzieje po alkoholu? widze na Naszej klasie opisy moj cudowny najlepszy maz. jasne ze faceci milcza jak glazy a co mają sobie zalozyc stryczek? dla nich bylo minelo nie ma. Lepiej mówmy o sobie: ja nigdy nie zdradzilam. tylko siebie e 100% możemy byc pewni. I cieszyc sie jak mamy jednak to szcescie ze dostalismy od losu kogoś kto na pewno jest tylko nasz.
zbrodnie i błędy
emancypantka77 pisze:
Nie dziwię się Twojemu mężowi. Ja zdrady NIGDY bym nie wybaczyła. Nie chciałabym być z osobą, która kłamie i oszukuje. Nawet nie miałas na tyle sprytu/mózgu, aby to ukryć, tylko pokazałas sie z kochankiem na miescie (???!!!!). To dla niego podwójna zdrada, upokorzenie.
I nie wiadomo, co byś robiła, ja na jego miejscu NIGDY bym Cię z powrotem nie przyjęła. Brzydziłabym się. Dotykałas obcego faceta, prowadzalas sie z nim, w dodatku zalozylas konto na portalu randkowym. NIGDY, NIGDY, NIGDY!!! Wywaliłabym na zbity pysk, pozew, rozwód i ani słowa więcej.
... a ty zapewne nigdy nie popelnilas ZADNEGO bledu w stosunku do twojego faceta. Zawsze wszystko robilas wlasciwie, bo po prostu masz tak od urodzenia...?
No wiec powidzenia zycze i modl sie by taba sie nikt nigdy nie brzydzil.
Na wstępie zaznaczę, że się nie modlę, bo jestem ateistką. To Ty się módl, jeśli jesteś katoliczką. Albo się wyspowiadaj, bo katolikom to podobno pomaga, zmazuje grzechy, to i może zdradę zmyje.
Zdrada to nie błąd, kobieto! Błędem byłoby, gdybym przez przypadek, niechcący przesoliła mojemu mężusiowi ukochanemu zupkę lub potłukła ulubiony kubeczek. A Ty szłaś sobie ulicą i przez przypadek się potknęłaś i tak nieszczęśliwie upadłaś, że wpadłaś w objęcia obcemu facetowi. A potem tak się poślizgnęłaś PECHOWO, że on upadł na Ciebie i trafił penisem w Twoja pochwę. Oj, trzeba mieć pecha i to wielkiego, żeby robić takie błędy.
Tak, od urodzenia wpajano mi zwykła ludzka uczciwość. Nikogo nie zabiłam, niczego nie ukradłam, nikogo nie okłamałam i nie zdradziłam. Wiesz, to nie jest takie trudne, nawet, jak się jest ateistą.
zbrodnie i błędy
emancypantka77 pisze:
Nie dziwię się Twojemu mężowi. Ja zdrady NIGDY bym nie wybaczyła. Nie chciałabym być z osobą, która kłamie i oszukuje. Nawet nie miałas na tyle sprytu/mózgu, aby to ukryć, tylko pokazałas sie z kochankiem na miescie (???!!!!). To dla niego podwójna zdrada, upokorzenie.
I nie wiadomo, co byś robiła, ja na jego miejscu NIGDY bym Cię z powrotem nie przyjęła. Brzydziłabym się. Dotykałas obcego faceta, prowadzalas sie z nim, w dodatku zalozylas konto na portalu randkowym. NIGDY, NIGDY, NIGDY!!! Wywaliłabym na zbity pysk, pozew, rozwód i ani słowa więcej.
... a ty zapewne nigdy nie popelnilas ZADNEGO bledu w stosunku do twojego faceta. Zawsze wszystko robilas wlasciwie, bo po prostu masz tak od urodzenia...?
No wiec powidzenia zycze i modl sie by taba sie nikt nigdy nie brzydzil.
Na wstępie zaznaczę, że się nie modlę, bo jestem ateistką. To Ty się módl, jeśli jesteś katoliczką. Albo się wyspowiadaj, bo katolikom to podobno pomaga, zmazuje grzechy, to i może zdradę zmyje.
Zdrada to nie błąd, kobieto! Błędem byłoby, gdybym przez przypadek, niechcący przesoliła mojemu mężusiowi ukochanemu zupkę lub potłukła ulubiony kubeczek. A Ty szłaś sobie ulicą i przez przypadek się potknęłaś i tak nieszczęśliwie upadłaś, że wpadłaś w objęcia obcemu facetowi. A potem tak się poślizgnęłaś PECHOWO, że on upadł na Ciebie i trafił penisem w Twoja pochwę. Oj, trzeba mieć pecha i to wielkiego, żeby robić takie błędy.
Tak, od urodzenia wpajano mi zwykła ludzka uczciwość. Nikogo nie zabiłam, niczego nie ukradłam, nikogo nie okłamałam i nie zdradziłam. Wiesz, to nie jest takie trudne, nawet, jak się jest ateistą.
